Przyznaję, że blog o blogowaniu to pomysł koszmarny, ponieważ jednak dalsze refleksje mają ( wyjątkowo) charakter tego typu, zawczasu o tym informuję. A przy tym zachęcam do lektury i polemiki z zaznaczeniem, że to uwagi luźne i pisane “na szybko”. Jak to często w blogach bywa
Skąd pomysł na to masło maślane? 
Impulsem był sensowny - znaleziony trochę poniewczasie - wpis niejakiego Infoguru. Adam Zygadlewicz - twórca tej ciekawej witryny - spisuje swoje uwagi powołując się na badania firm KnowledgeStorm oraz Universal McCann, z których wynika, że:
53% ankietowanych pozyskuje informacje dot. biznesu i technologii z blogów
70% ankietowanych przesyłą informacje o ciekawych blogach innym osobom.
Wyniki te nie dziwią, prawda? W końcu wysyp blogów zauważyć musieli nawet ci, którzy z Interetu korzystaja sporadycznie. Znudzeni smutnymi wiadomościami w TV, przemądrzałymi wystąpieniami polityków i ekspertów, suchymi redakcyjnymi notkami, internauci szukają newsów z pierwszej ręki. Informacji, ale też choćby śladu ludzkiej emocji, kawałka subiektywnego świata.
W tym kontekście ( wątek ten podejmuje też Infoguru) ciekawe wydają się dane z innego raportu - przygotowanego w 2006 roku przez Jupiter Research, z których wynika, że
blogi prowadzi także 35% dużych firm.
Dziś procent ten jest pewnie znacznie wyższy, twórcy podsumowania twierdzili bowiem, ze w momencie publikacji prawdziwy boom na firmowe blogi dopiero się rozpoczynał.
Jak ta korporacyjna praktyka ma się do tęsknoty za emocjami i bezpośrednim kontaktem z piszącym?
Ano - chyba podobnie jak w przypadku “normalnego” bloga.
I wspólną cechą jest nie tylko pierwotna intencja każdego blogowicza:
“mam coś do zaoferowania, zwróćcie na mnie uwagę!”
Właściciele firm i twórcy serwisów - także Zakupomatu zrozumieli po prostu, że
nic tak nie uczy, nie rozwija, w końcu zaś - nie popłaca - jak bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem ( także w roli Użytkownika, Klienta, Konsumenta).
Ludzie coraz cześciej chcą wiedzieć jak działa dana firma, serwis, jak powstaje produkt -
blog zaś, w stopniu znacznie większym niż “suchy” newsletter ( który ostatnio kojarzy się zwykle ze spamem) daje możliwosć wglądu “za kulisy” i stwarza mniejsze możliwości manipulacji. Twórcy bloga muszą się bowiem liczyć z publiczną oceną w postaci komentarzy, często niepochlebnych i złosliwych. I na nic zda się tu jakakolwiek próba cenzury. Można bowiem domniemywać, że większość aktywnie komentujących ma swoje prywatne blogi i każda próba zagrania niefair może sprowokować publiczną internetową infamię, z którą później trudno walczyć.
Skoro zatem tak wiele firm - walczać o swą wiarygodność i zaufanie Klienta- decyduje się na prowadzenie bloga, trudno nie pomyśleć: dlaczego pozostałe się tego boją?
Jeśli chodzi o rynek rodzimy tłumaczę to sobie - mam nadzieję, że nie naiwnie - pewnym uprzedzeniami. Polski wolny rynek otwiera się na zachodnie nowinki bardzo powoli i wciaż u nas pokutuje wiele mitów typu… Firma to Firma ( przez duże “F”), a klient ( przez małe “k”) to tylko klient - ma być zadowolony z zakupu i siedzieć cicho.
Wydaje się, że w znacznej mierze myślenie to kultywuja twórcy rodzimych porównywarek cen. Przecież możliwość tańszego zakupu to i tak dużo…
Spójrzmy zatem przelotnie jak wygląda ten rynek:
- Dwie największe firmy na rynku bloga nie prowadzą, komunikując się z wizytujacymi stronę za pomocą krótkich notek w dziale newsy.
-Trzeci gracz w tym sektorze ma co prawda bloga, aktualizowanego jednak zaledwie raz na kwartał. Co więcej - ostatni wpis to cytaty z - rzekomo - najzabawniejszych recenzji Użytkowników serwisu. Autorzy / autor bloga pokładają się ze śmiechu dzieląc się z nami głęboką refleksją “nic tak nie łączy jak wspólny uśmiech”.
Trudno się powstrzymać od komentarza: nie ma to jak szacunek dla Klienta!
Większość ogranicza się jednak do podstawowej funkcjonalności i z bloga rezygnuje. Co więcej - czasem trudno oprzeć sięwrażeniu, że witryny te tworzą wokół własnej pracy aurę Wielkiej Tajemnicy. Wydaje się niemal, że szefowie serwisów porównawczych, wierzą w misję swoich Projektów równie mocno co decydenci telewizji, za przeproszeniem, publicznej zaś blogowanie, odpowiadanie na pytania Użytkowników, czytanie komentarzy, zdradzanie własnych wątpliwości, dzielenie własnymi odkryciami etc… to aktywność niegodna tej Misji.
My w Zakupomacie też mamy misję - pragniemy po prostu robić dobry, rzetelny, nowoczesny, przyjazny serwis. Nie lubimy spamu, nie boimy się krytyki, chcemy by nas oceniano, śledzimy nowe trendy, poprawiamy swoje błędy, słuchamy innych.
Naszym celem nie jest tworzenie Świątyni Zakupów.
Zakupomat nie ma onieśmielać - tu nie trzeba mówić szeptem. Ma to być miejsce, do którego przyjemnie wracać. Zachęcamy do pisania recenzji, przysyłania listów, wpisywania komentarzy. Zakupomat jest dla Was i ten blog jest dla Was.
Dlatego właśnie więcej o blogowaniu blogować nie będę 