pliki muzyczne bez zabezpieczeń i koniec “empetrójek”???
EMI Group– jedna z czterech największych wytwórni fonograficznych, zdecydowała się na udostępnienie utworów w internecie bez antypirackich zabezpieczeń. Firma podpisała kontrakt z Apple Inc. na dystrybucję takich plików poprzez iTunes’a.
Rezygnacja z zabezpieczeń to znacząca zmiana w dotychczasowej polityce muzycznych koncernów. Technologia DRM ( Digital Rights Management) ograniczająca możliwości nieautoryzowanego kopiowania plików, miała ukrócić piractwo i dotychczas wytwórnie jednym głosem były przeciwne jakimkolwiek kompromisom w tej sprawie. Zmiany wymusili jednak klienci, którzy z powodu tych limitów, nie mogli korzystać z własnych – legalnie kupionych – plików na innych odtwarzaczach niż komputery Apple i iPody.
EMI - wydawca m.in. The Rolling Stones, Robbiego Williamsa czy Coldplay, - zapowiada, że pierwsze utwory niezabezpieczone DRM trafią do iTunes’a juz w maju. Za jeden utwór będzie trzeba zapłacić 1.29$ - czyli o 30 centów więcej niż za kawałki z DRM. EMI potwierdziło jednak, że utwory bez zabezpieczenia udostępniane będą w wyższej jakości niż dotychczas - czyli w bitrate (szybkość transmisji bitów) 256 kbps, zamiast – jak większość Itunes-owych plików 128 kbps.
Obie strony umowy podkreślają też, że oferta ta dotyczy jedynie Apple. We wszystkich innych serwisach – m.in. Rhapsody, Napster czy Yahoo Music sprzedawać będzie wyłącznie pliki z zabezpieczeniami.
Nie wiadomo jak w tej sytuacji postąpią najwięksi rynkowi rywale EMI – Warner Music, Universal i Sony BMG, dotychczas ( poza chwilowymi eksperymentami) przeciwne zdejmowaniu DRM. Analitycy spodziewają się, że ruch EMI wymusi na konkurencji złagodzenie stanowiska. Przewiduje się też, że rezygnacja z DRM może spowodować znaczący wzrost sprzedaży muzyki w Internecie ( obecnie to 10% globalnego rynku).
Powszechnie ocenia się też, że porozumienie EMI z firmą Steve’a Jobsa to duży cios dla Microsoftu. Rezygnacja z DRM to bowiem tylko jeden z kluczowych punktów porozumienia. Drugim jest wybór formatu pliku – zamiast najbardziej powszechnego do tej pory mp3,EMI będzie sprzedawał pliki zakodowane w formacie AAC. - pozwalającym na lepszą kompresję plików audio.
AAC to format od lat wspierany przez Jobsa i Apple Inc. Efektem jest choćby skonfigurowanie systemów odtwarzaczy iPod ze sklepem iTunes, gdzie takie pliki można ściągnąć. Microsoft w tym czasie wyłożył spore pieniądze na promocje kodu WMA. I choć – tak jak inne firmy – Sandisk czy Sony – także Microsoft dodały funkcję odtwarzania AAC do własnych produktów, żaden z ‘zewnętrznych” software’ów nie daje tak szerokich możliwości dostępu do muzyki jak produkty apple’owskie. Oznacza to, że producenci nowych odtwarzaczy dostali dodatkową zachętę do tworzenia produktów kompatybilnych z głównymi serwisami mediowymi – w tym przypadku z iTunes.
Można się więc spodziewać, że w niedługim czasie coraz mniej użytkowników zechce sięgać po produkty związane z microsoftową technologią WMA, mocno wzrośnie zaś popularność AAC. Szczęśliwie dla większości właścicieli odtwarzaczy, większość sprzętu ma możliwość dekodowania tego typu plików.
Dodatkowym kontekstem jest sprawa świadczeń, które - decyzją sądu federalnego - Microsoft musi zapłacić firmie Alcatel-Lucent za bezprawne korzystanie z ich patentów związanych z formatem mp3. Wszystko to sprawia, że format ACC stał się najbardziej oczywistą alternatywą dla „empetrójek”.
informacja za:Wirtualne Media i Wired News


